piątek, 1 lutego 2013

narty

w grudniu byliśmy na nartach
pogoda narciarska nam się bardzo udała - kupa świeżego śniegu, słońce i lekki mróz
lepszej grudniowej pogody nie można sobie wymarzyć

plan mieliśmy taki, by nauczyć Adel jeździć na nartach - w 2011 co prawda jeździła już trochę, ale raczej "na krechę", bez hamowania i zakrętów; tym razem wiek był już bardziej odpowiedni do świadomej nauki

i tak wiadomo, że najlepsze jest to co
po nartach, czyli kopanie w śniegu:)
pierwsze dwa dni nie były łatwe (szczególnie, że przypadkowo rozpoczęliśmy pierwszego dnia od czarnej trasy), Adel trochę marudziła i nie bardzo potrafiła zastosować nasze wskazówki; przełom nastąpił trzeciego dnia, gdy oddaliśmy ją na godzinę do włoskiego, miłego instruktora, który uczył ją pługa i zakrętów "scyzorykiem", wsadził ją również samą na talerzyk

i nagle, kolejnego dnia po południu, Adel "zaskoczyła" - nagle zrobiło się "klik" i Adelka zaczęła dobrze hamować, rozumieć na czym polega skręcanie, dostosowywać prędkość, postawę do nachylenia stoku, po prostu rozumieć na czym to polega:))
i tak już było do końca: "mamusiu ja jeszczę chcę jeździć" towarzyszyło nam do końca wyjazdu
nasze niby niesportowe dziecko, okazało się świetnym i odważnym narciarzem, niejednokrotnie zjeżdżającym z wcale niełatwych stoków:)
hurra!! fajnie mieć poczucie, że komuś dalej przekazało się coś fajnego:)


madonna di campiglio, ostatni dzień wyjazdu:)