wczoraj Adelka zdała swój pierwszy test/egzamin
(tak w ogóle, to właśnie sobie pomyślałam, że może jestem matką, która swoje ambicje realizuje poprzez dziecko, ale przypomniało mi się, że jak miałam 6,5 roku, to też zdawałam egzamin do szkoły muzycznej, a wcześniej przez rok chodziłam do Pani ... (mamo, no jak ona miała na imię?) na pianino)
no więc po samouspokojeniu się, że nie jestem "przeambicjonowaną" matką mogę dalej opisywać
egzamin był do szkoły językowej, do grupy dzieciaków, od lat ok.5, które już coś kumają z angielskiego i chcą uczyć się dalej i regularnie, w prawdziwej szkole, a nie tylko na zajęciach zabawowych
egzamin polegał na tym, że pani, wygoniwszy mnie wcześniej z sali, zadawała Adelce różne pytania i polecenia
diagnoza:
zwierzątka opanowane, z częściami ciała jest gorzej, liczenie do dziesięciu opanowane, podstawowe polecenia po angielsku wykonuje (stand up, sit down etc.)
wniosek:
kwalifikuje sie do grupy "kitties":)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz