gdy dzieci marudzą, nie chcą czegoś, płaczą bez powodu strofujemy je: uspokój się! nie marudź! przestań płakać!
a przecież i nam się zdarza budzić w złym humorze, wstać lewą nogą, nie wyspać przez męczący sen; też wtedy jesteśmy kapryśni i marudni i nie bardzo da się z nami wtedy wytrzymać
jedyną różnicą pomiędzy nami a dziećmi jest to, że my najczęściej nie płaczemy, a np. kłócimy się, w pracy, z partnerem
chyba więc musimy sobie "przypomnieć", że i dzieciakom czasem należy się pomarudzić i popłakać...
podobnie zresztą jest z jedzeniem:
jak my nie mamy na coś ochoty, to po prostu tego nie jemy, a dzieciom polecamy zjedzenie "tej zdrowej marcheweczki" albo "pysznego kotlecika"
co prawda Adel decydując sama za siebie najchętniej jadłaby cały dzień serniki, lody i czekoladki:)
co nie zmienia faktu, że to... no że to niesprawiedliwe
Gdyby powiedzieć o tej żywieniowej niesprawiedliwości babci Adelki, na pewno by polemizowała ;) Przecież każdy głupi, a właściwie każda babcia (no może prawie każda) wie, że tylko dziecko nafutrowane jedzeniem jest szczęśliwe!!!
OdpowiedzUsuń